Historia Łazienek w Lubeni – dawne uzdrowisko nieopodal domków W Sam Las

02.04.2025

Lubeńskie „łazienki” i kuracjuszki z Warszawy. Fot. archiwum rodziny Gottmanów

 

Lubenia – wieś, która leczyła

Lubenia – dziś kojarzona z ciszą, lasem i ucieczką od zgiełku miasta – jeszcze przed wojną była miejscem, do którego przyjeżdżało się nie tylko dla wypoczynku, ale i po zdrowie. W czasach, gdy nikt jeszcze nie mówił o slow life, detoksie cyfrowym czy powrocie do natury – Lubenia już to wszystko miała. Tylko inaczej, po swojemu. W małej dolinie w przysiółku Horodna, pośród łąk i lasów, powstało uzdrowisko, które przyciągało ludzi z najdalszych zakątków Polski.

Niektórzy starsi mieszkańcy jeszcze pamiętają zapach siarki unoszący się nad źródłem. Opowieści o kolejkach do kąpieli, o wodzie, która pomagała na kobiece choroby, i o zabawach tanecznych przy ognisku. Niewielu wie, że historia tego miejsca jest tak niezwykła i barwna. Dziś nie ma już budynków, ale duch uzdrowiska pozostał. A my – poprzez nasze domki W Sam Las – chcemy o nim przypominać.

Kuracjusze i gospodarz zdroju (czwarty od lewej) Walenty Kuzdro przed lubeńskimi „łazieńkami” (II połowa lat 30. XX wieku). Fot. Bolesław Wróbel

Wszystko zaczęło się od jednego człowieka...

To była historia zwykłego chłopa o niezwykłej determinacji. Walenty Kuzdro – mieszkaniec Lubeni – na swoim polu odkrył źródła wód siarczkowych i żelazistych. Miał intuicję. Wiedział, że to nie byle woda. Początkowo działał amatorsko, ale szybko przekształcił inicjatywę w niemal profesjonalne uzdrowisko. Pomogło mu wsparcie zamożnego kmiecia Aleksandra Pasternaka z pobliskiej Babicy, który również interesował się wodami leczniczymi (nabył też solanki w Sołonce).

Początki były skromne – kilka drewnianych kabin, proste wanny (jedna z nich z klepek, tańsza wersja kąpieli), ale wszystko działało. Kuracjusze przyjeżdżali, płacili, korzystali z zabiegów. Na miejscu była też pijalnia, gdzie można było wypić wodę siarczaną o charakterystycznym zapachu, posilić się, porozmawiać z innymi.

Co ważne – całe przedsięwzięcie miało duszę. Proboszcz Lubeni, ks. Franciszek Łuszczki, sam leczył ludzi ziołami, doradzał, kierował do lekarzy. Dbał o zdrowie zarówno duszy, jak i ciała. Nie wiadomo do końca, czy finansował przedsięwzięcie, ale jedno jest pewne – był jednym z tych, którzy dali temu miejscu autorytet i siłę rozwoju.

Łazienki tętniły życiem

Z czasem do Horodnej zaczęli zjeżdżać kuracjusze z całej Polski. Nie tylko z pobliskiego Rzeszowa czy Babicy – ale też z Krakowa, Śląska, Warszawy, a nawet okolic Gdańska. Najwięcej gości stanowiła społeczność żydowska, która chętnie korzystała z leczniczych właściwości źródeł. Co ciekawe – szybko rozeszła się wieść, że kąpiele w lubeńskich wodach pomagają przy kobiecych dolegliwościach, a nawet niepłodności. Kobiety, które przeszły paraliż poporodowy, wracały tu po zdrowie i ulgę. To było miejsce, w którym naprawdę odzyskiwało się nadzieję.

Kąpiele były dostępne od maja do października. Wodę podgrzewano w dużych piecach i rozprowadzano rurami do kabin. Po zabiegu należało leżakować minimum 30 minut w specjalnym pokoju. Taki był rytuał zdrowia. Kto chciał efektów – musiał odbyć nawet 20 kąpieli w jednym turnusie.

Dzięki rozwojowi uzdrowiska zyskali nie tylko jego twórcy. Mieszkańcy Lubeni zaczęli wynajmować pokoje kuracjuszom – oddając izby gościom, a sami przenosząc się na strychy. Panował klimat gościnności i współpracy. Pojawiły się też specjalne wozy, które dowoziły ludzi z pociągu ze stacji Babica prosto pod Łazienki.

Grupa warszawskich harcerzy na wypoczynku w Lubeni w latach 30. XX wieku. Fot. archiwum rodziny Gottmanów

Sława, która mogła zmienić losy Lubeni

W szczytowym momencie działalności uzdrowiska, Lubenia niemal dorównywała takim miejscom jak Iwonicz czy Rymanów. Było tu życie, radość, taniec, wspólnota. Organizowano zabawy taneczne – przyjeżdżali miejscowi i goście, było ognisko, muzyka i śmiech.

Ale jak to często bywa, los miał inne plany.

Wojna, wycofanie wspólników i koniec pięknego snu

Najpierw Pasternak wycofał się z interesu, a potem ks. Łuszczki przeniósł się do innej parafii. Kuzdro został sam. A potem przyszła wojna. Kuracjuszy było coraz mniej. Po wojnie Walenty jeszcze próbował – zbudował murowany budynek, ale niepokojące czasy nie sprzyjały działalności. Wybuch granatu zniszczył największy piec. Strzał z broni palnej omal nie trafił jednej z przyjezdnych kobiet. Kuzdro jednak nie poddawał się aż do swojej śmierci w 1961 roku.

Później teren sprzedano. Kolejni właściciele mieli plany, ale przeszkody biurokratyczne i brak determinacji sprawiły, że uzdrowisko całkowicie zniknęło. Zostało tylko źródło – zamknięte, zapomniane, pachnące siarką i wspomnieniami.

Dziś – nowy rozdział, kontynuacja dawnej idei wypoczynku

Gdy tworzyliśmy nasze domki W Sam Las, wiedzieliśmy, że znajdujemy się nieopodal miejsca, gdzie przed laty działały legendarne Łazienki. Ta historia była dla nas inspiracją – chcieliśmy kontynuować tradycję wypoczynku, regeneracji i bliskości z naturą. Nie w formie klasycznego uzdrowiska, ale w duchu, który wciąż tu krąży.

Zamiast żeliwnych wanien mamy dziś drewnianą balię z bąbelkami, która otula ciepłem i pozwala się wyciszyć. Zamiast kabin kąpielowych – saunę opalaną drewnem, która oczyszcza nie tylko ciało, ale i głowę. Ciszę przerywa co najwyżej śmiech dzieci albo trzask ogniska. W naszych domkach nie ma telewizorów – jest za to czas na rozmowę, książkę, wspólne gotowanie i patrzenie w ogień.

Otacza nas las, a wokół prowadzą liczne ścieżki spacerowe i trasy rowerowe – idealne do pieszych wędrówek, biegania czy praktykowania shinrin-yoku, czyli kąpieli leśnych. Są też hamaki, biblioteczka pełna książek o naturze i zdrowym stylu życia, a w powietrzu czuć spokój, którego tak często brakuje w codzienności.

Wypoczynek z historią w tle

Może to dobrze, że Lubenia nigdy nie zamieniła się w komercyjny kurort z hotelami i tłumem turystów. Dzięki temu zachowała swój autentyczny rytm i charakter. Historia Łazienek – choć zapomniana – wciąż unosi się gdzieś w powietrzu. A my mamy zaszczyt, by właśnie tu, nieopodal tamtych źródeł, znów gościć tych, którzy szukają odpoczynku.

Wierzymy, że wypoczynek ma sens tylko wtedy, gdy naprawdę się wyciszasz. Dlatego stworzyliśmy miejsce, które daje przestrzeń, by złapać oddech, wsłuchać się w siebie i zregenerować siły – fizycznie i emocjonalnie.

źródła: https://samorzad.gov.pl/attachment/63b8386a-b0d6-4931-b57d-107cdc6b826e

 

 

 

Strona WWW używa plików cookie

Przejrzystość jest dla nas ważna! Poniżej wyjaśniamy, w jaki sposób i dlaczego wykorzystujemy Twoje dane osobowe. Pamiętaj, że masz pełną kontrolę nad ich konfiguracją - możesz dopasować ją do swoich potrzeb i preferencji.